Pewna mała miejscowość na półwyspie Olympic w Stanach Zjednoczonych miała za sobą historię pełną zjawisk paranormalnych. Jedna z legend opowiadała o jeziorze w głębi lasu, z którego o północy wychodziły potopione wieki temu dzieci. Opowieść ta zaintrygowała szesnastoletnią Annabelle McCoy w takim stopniu, że postanowiła tej nocy wybrać się nad owe jezioro trupów.
Przed zapadnięciem zmierzchu spakowała do wojskowego plecaka kanapki, termos z herbatą, aparat fotograficzny i kilka grubych koców. Korzystając z okazji, że rodzice oglądali teleturniej w salonie wymknęła się przez okno. Biegła z dala od świateł latarni w mroku ciężko dysząc. U szczytu możliwości dotarła na skraj lasu. Błoto pod jej czarnymi glanami chlupotało rozbryzgując się na wszystkie strony. W lesie panowały egipskie ciemności, Annabelle nie widziała nawet czubka własnego nosa. Po omacku wyciągnęła małą latarkę, którą zawsze nosiła w kieszonce skórzanej kurtki. Małą wiązkę światła rzuciła na dróżkę przed sobą. Ciężko oddychając maszerowała przez las aż doszła do wysokich zarośli. Zorientowała się, że jest u celu wyłączyła latarkę i przy świetle Księżyca w pełni zakradła się pod wysokie głazy rozrzucone kilka metrów od brzegu. Przykucnęła, rozłożyła jeden z koców na ziemi, a drugim otuliła się uważnie obserwując taflę jeziora.
Wtedy powierzchnia wody zafalowałam jak gdyby zbliżało się tsunami. Z wody wyłoniły się blade twarze o brunatnych, pozlepianych włosach z przerażającymi wyrazami twarzy. Annabelle zadrżała, jej ciało przebiegł dziki dreszcz. Z łomocącym sercem wyciągnęła aparat i robiła zdjęcia kolejno wychodzącym postaciom.
Nad brzegiem stanęła armia dzieci w białych koszulach nocnych ze spuszczonymi głowami i pustym wzrokiem. Najstarsze z nich wyszeptało:
- Czas zacząć łowy.
Dziewczyna przeraziła się. Instynktownie wcisnęła się w szczelinę pomiędzy dwoma blokami granitu. Starała się opanować oddech. Zastygła w bezruchu z przyciśniętym do serca plecakiem. Zacisnęła powieki z, pod których wypływały strużki łez. Bała się o swoje życie. Żałowała, że tu przyszła.
Woda uspokoiła się. Annabelle odczekała kilka chwil zanim nadal drżąca wychyliła się zza kamienia. Wtedy jej serce zamarło. Dokładnie centymetr przed jej twarzą znajdywała się twarz utopionego dziecka. Pozostali za nim śmiali się do rozpuku, kiedy on wyciągał nóż o lśniącym ostrzu. Dziewczyna krzyknęła, jednak wyszedł jej tylko chrapliwy pisk.
Następnego dnia znaleziono ją martwą, pozbawioną wnętrzności. Leżała przy granitowym kamieniu, na którym jej własną krwią napisano „Strzeżcie się! Wierzcie w legendy!”._____________________________
To moje pierwsze opowiadanie w tym klimacie. Podoba się wam?